Baśń o małej róży i zaczarowaej wiolonczeli

W małej miejscowości na obrzeżach kraju, mieszkała dziewczynka o imieniu Róża. Była bardzo wrażliwym dzieckiem. Bardzo lubiła samotne spacery po polnych ścieżkach gdzie mogła podziwiać kwiaty, drzewa oraz słuchać śpiewu ptaków.

Pewnego dnia Różę zaprosiła do siebie jej ciotka, która mieszkała w dużym mieście. Zabrała ją na koncert do filharmonii. Dziewczynce bardzo spodobał się koncert. Na scenie był pan dyrygent oraz bardzo dużo muzyków grających na różnych instrumentach. Róża zachwyciła się solową grą wiolonczelistki. Wiolonczela znajdowała się na pierwszym planie, tuż obok pana dyrygenta. Po skończonym koncercie, Róża poprosiła ciocię, aby podeszła z nią na scenę, ponieważ bardzo chciała zobaczyć wiolonczelę z bliska. Pani wiolonczelistka pozwoliła zagrać Róży na instrumencie, ale dziewczynce trudno było utrzyma smyczek a co dopiero nim grać na instrumencie. Róża przekonała się, że gra na wiolonczeli jest bardzo trudna. Mimo wszystko instrument ją zachwycił. Postanowiła sobie, że gdy dorośnie, zostanie wiolonczelistką.

Pewnej nocy miała sen. Śniła się jej piękna wróżka, która podarowała jej wiolonczelę. Wiolonczela była nowa i lśniąca. Róża bardzo się ucieszyła, ale po chwili przypomniała sobie jak trudny jest to instrument. Gdy wczesnym rankiem obudziła się ze snu, zobaczyła, że przy jej łóżku stoi prawdziwa wiolonczela. Ostrożnie podeszła do niej i nieśmiało wyciągnęła rączkę do smyczka, ale zaraz ją cofnęła. W tej samej chwili wiolonczela przemówiła do niej łagodnym i dźwięcznym głosem:
 — Weź smyczek i zagraj!
Róża po chwili ponownie wzięła do ręki smyczek i dotknęła nim struny. Po chwili wiolonczela wydała piękne dźwięki. Różę bardzo to zdziwiło — Jak to możliwe? Przecież ja nie umiem grać na wiolonczeli — pomyślała. Ale po chwili, za sprawa wiolonczeli, zapomniała o tym i upajała się swoją grą.

Gdy tak grała, instrument zapytał ją czy chciałaby zwiedzić inne kraje. Róża zgodziła się natychmiast.
 — Ale jak chcesz to zrobić? — zapytała.
 — Jak widzisz, posiadam cztery zaczarowane struny. W tych strunach zawarta jest muzyka całego świata. Wystarczy tylko dotknąć którejś z nich a wtedy przeniesie cię w odległy zakątek świata i usłyszysz muzykę tego miejsca.
 — Usiądź, więc na mnie — zachęciła dziewczynkę wiolonczela. Po czym rozłożyła ukryte skrzydła i razem z Różą wyleciała przez otwarte okno.

Podczas lotu ze strun wiolonczeli wydobywała się piękna muzyka. W pewnej chwili Róża dotknęła najgrubszej struny. W  tym momencie zauważyła, że gra wiolonczeli przypomina odgłosy bębnów i zaczęła opadać w dół. Wylądowały w  afrykańskiej wiosce. Tam przywitał ich wódz plemienia. Otoczyło ich mnóstwo czarnych dzieci, które tańczyły w rytm bębnów. Bardzo im się podobała wiolonczela. Mieszkańcy wioski okazali się bardzo gościnni. Wódz plemienia pokazał jej afrykańskie instrumenty. Były to różne bębny, trąby z rogu bawoła oraz grzechotki. Dziewczynce bardzo się wszystko podobało i chciała się bawić dłużej, ale instrument powiedział, że muszą ruszyć w dalszą podróż.

Kiedy znów lecieli w górze, Róża ponownie dotknęła kolejnej struny, wiolonczela wydała skrzypiące brzmienie i zaczęła lądować. Tym razem wylądowali w Grenlandii. Tam przywitali je Eskimosi. Ponieważ było bardzo zimno, zaproszone zostały do igla, gdzie paliło się ciepłe ognisko. Po ogrzaniu się przy ognisku i wypiciu gorącego napoju dziewczynce zrobiło się całkiem ciepło i przyjemnie. Bardzo ucieszyła się, ze odwiedziły ją eskimoskie dzieci z kilku miejscowości. Przybyły z rodzicami na psich zaprzęgach. Gdy zabawa zaczęła się na dobre, wiolonczela znów odezwała się do Róży:
 — Musimy ruszać w dalszą podróż.

Róża jak poprzednio ze smutkiem musiała pożegnać się z  dziećmi ludzi śniegu.
 — Gdzie mnie teraz zawieziesz? — spytała Róża.
 — Dotknij mojej następnej struny a przekonasz się.

Róża pospiesznie wyciągnęła rączkę, dotknęła nią wskazanej struny i usłyszała nieznany wcześniej, ale przyjemny dźwięk. Był on bardziej delikatny i o wiele wyższy niż poprzednie dźwięki. Gdy wiolonczela zaczęła zniżać lot, Róża spojrzała w dół i zobaczyła krainę pokrytą śnieżnobiałym kwiatem. Ludzie zamieszkujący ten kraj spacerowali, bawili się i  słuchali tej nieznanej, ale pięknej muzyki.
 — Jak nazywa się ta kraina? — zapytała głośno Róża.
 — Japonia. Odpowiedziała wiolonczela. Jest to kraina kwitnącej wiśni. Co roku o tej porze drzewa wiśni pokrywają się śnieżnobiałym kwiatem. Z lotu ptaka wygląda to jakby na drzewa spadł świeży śnieg. Ale jest to pora wiosny. Wszędzie unosi się wspaniały zapach. Ludzie i dzieci biorą udział w różnych festynach. Na wolnym powietrzu odbywają się wspaniałe koncerty muzyki japońskiej i grane są przedstawienia teatralne. Widzisz, dobrze trafiliśmy, właśnie zespół muzyków przygotowuje się do koncertu. Róża pośpiesznie zajęła miejsce pod kwitnącym drzewkiem. Po koncercie jeden z muzyków wskazał na Różę i  poprosił, aby zagrała na swoim instrumencie. Róża podniosła wiolonczelę, która o dziwo okazała się lekka jak piórko i  wskoczyła na scenę. Wiolonczela wydawała piękne dźwięki, które zadziwiły nawet Różę. Potem były liczne bisy w  wykonaniu Róży i wiolonczeli. Niestety znów nadeszła przykra chwila rozstania. Tym razem Róża była ciekawa ostatniego etapu podróży.
 — Dokąd tym razem polecimy? — nie mogła ukryć zniecierpliwienia Róża.
 — Przekonaj się — odpowiedziała wiolonczela.

Ostatnia struna wydała dźwięk bardzo wysoki i cichy. Ten dźwięk wydał się Róży bardzo tajemniczy. Róża spojrzała w dół i ujrzała ogromną błękitną taflę wody. Tymczasem wiolonczela raz zniżała swój lot, to znów wznosiła się w górę, jakby coś próbowała odnaleźć.
 — Czy zgubiliśmy drogę? — spytała z niepokojem Róża.
 — Na tym ogromnym oceanie szukamy małej wyspy. Nie jest łatwo ją odszukać. Ale już ją widzę. Przygotuj się na lądowanie.
 — Jak nazywa się ta wyspa? Kim są jej mieszkańcy?
 — Tej wyspy nie znajdziesz na mapie. Nie ma też nazwy geograficznej. Jej mieszkańcy, chociaż bardzo biedni, są najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Bardzo kochają swoją wyspę i nazywają ją Rajem. Zresztą zobaczysz sama. Lądujemy!!!

Po wylądowaniu na skraju wyspy Róża rozejrzała się wokoło i aż oniemiała z zachwytu na widok pięknego krajobrazu, ogromnych ilości różnobarwnych kwiatów i  kolorowych ptaków. Tak musi wyglądać raj — pomyślała. Gdy nasyciła się pięknymi widokami, zaczęła szukać ludzi na tej wyspie. Niestety nie mogła ich dostrzec.
 — Czy na tej wyspie mieszkają ludzie? — spytała Róża.
 — Tak, ale są bardzo nieufni. Powiem ci jak zdobyć ich zaufanie — odpowiedziała wiolonczela.
 — Co mam robić? — znów zapytała Róża.
 — Po prostu weź smyczek i zagraj! — zabrzmiała głośno wiolonczela.

Po chwili Róża grała na wiolonczeli. Bardzo się starała aby wydobyć dźwięki wysokie i delikatne. Muzyka dotarła do najbardziej odległych zakątków wyspy. Róży wydawało się, że razem z nią gra cała wyspa. Natychmiast pojawili się mieszkańcy wyspy. Przybiegli do Róży i jej wiolonczeli. Byli skromnie ubrani, niektórzy mieli jedynie spódniczki wykonane z trawy, ale wszyscy byli bardzo radośni i serdeczni.
 — A jaka jest wasza muzyka? Jakie macie instrumenty? — zapytała Róża. Nie otrzymała odpowiedzi, ale jeden z mieszkańców przyłożył jej do ucha dużą mieniącą się w słońcu muszlę. Róża usłyszała w niej dźwięki, które wydawała jej wiolonczela, gdy dotknęła jej najcieńszej struny. W tych dźwiękach usłyszała szum oceanu, śpiew ptaków, radosny śmiech dzieci a przede wszystkim radość i życzliwość mieszkańców wyspy.
 — Chciałabym pozostać tu na zawsze wśród tych szczęśliwych ludzi — powiedziała do wiolonczeli Róża.
 — Niestety nie możemy — odpowiedziała jej wiolonczela.
 — Przecież w twoim domu czeka na ciebie twoja rodzina. Oni cię bardzo kochają. Musisz do nich wrócić. Kiedyś, gdy dorośniesz będziesz mogła sama odwiedzić jeszcze raz te miejsca, które razem zwiedziliśmy. Może któreś z nich wybierzesz za swój dom. Długo żegnała się z mieszkańcami wyspy. Bardzo ich pokochała. Naczelnik wioski wręczył Róży muszlę, którą wcześniej przyłożył jej do ucha. Natomiast mały chłopiec podarował jej prawdziwą perłę.
 — Kiedyś do was wrócę — powiedziała na pożegnanie.

Mieszkańcy wyspy już jej nie usłyszeli, ponieważ wiolonczela bardzo ją ponaglała do powrotu.
 — Już niedługo świt i musimy wrócić na miejsce. Ty wrócisz do swojej mamy a ja do wróżki, która mnie posłała do ciebie. Niedługo się spotkamy.

Obudziła się wczesnym rankiem w swoim domu. Mama weszła do pokoju i oświadczyła jej, że właśnie przyjechała ciocia i przywiozła jej w prezencie nowiutką wiolonczelę. Niestety nie była to zaczarowana wiolonczela wróżki. Mimo tego Róża bardzo się ucieszyła. Gdy się ubrała, sięgnęła do kieszonki spodni i wyjęła mały przedmiot. Była to perła podarowana jej przez małego chłopca na wyspie. Bardzo zdziwiło to Różę. Może ta podróż to nie tylko sen? Może wszystko wydarzyło się naprawdę? Może ta wiolonczela, która otrzymała od cioci też jest zaczarowana i trzeba tylko poznać jej tajemnicę?

Postanowiła bliżej zaprzyjaźnić się z nowym instrumentem. Codziennie pilnie uczy się na niej grać. Ma nadzieję, że jej sen kiedyś się spełni i zostanie słynną wiolonczelistką. Poprzez muzykę będzie przynosić ludziom radość na całym świecie.

Aleksandra Bajor

© 2015 Szkoła Podstawowa Nr 3 we Wrocławiu